Nigdy, ale to nigdy nie będę odmawiać sobie jedzenia! Przyrzekam jak najszczerzej.
Żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym, w którym stale ktoś każe nam mieć poczucie winy z powodu „konsumpcji” pożywienia. Mnożą się argumenty o „złym” odżywianiu. Gorzej jeszcze, mówi się o tym, że „jeść to jakby umierać po trochu”. Sloganem tym straszy się nas na każdym kroku, pod różnymi postaciami pojawia się on w prasie, radio i telewizji. Postanowiłam się przeciwko temu zbuntować. Jedzenie bowiem oznacza życie. Potrzebujesz na to dowodów? Moje rozumowanie, choć odrobinę nazbyt „techniczne”, jest bardzo proste.
Podobnie jak maszyna, aby działać, musi mieć zapewniony dopływ energii: paliwa, węgla, elektryczności itp., tak organizm człowieka potrzebuje stale różnych substancji, by produkować energię i ciepło.
Każdego dnia z organizmu wydalane jest około trzech i pół kilograma różnego rodzaju odpadów: potu, moczu, kału i szkodliwego gazu, w którego skład wchodzą tlen i węgiel.
Aby utrzymać się przy życiu, musimy zastępować skonsumowane i wydalone substancje poprzez pożywienie, napoje i powietrze.


Zdrowy mężczyzna lub zdrowa kobieta, wykonujący niezbyt ciężką pracę, powinni codziennie:
– jeść 1,75 kg różnego rodzaju pokarmów,
– pić 1,40 l płynów,
– wykonywać 23 000 oddechów,
– wdychać 12 000 l powietrza, czyli 2400 l tlenu,
– produkować 1,8 l śliny,
– wytwarzać 1 l potu.

W ciągu doby ten sam mężczyzna i ta sama kobieta powinni wydalić średnio:
– 2,5 l wody (2500 g),
– 1000 g szkodliwego gazu,
– 35 g mocznika,
– 25 g soli mineralnych,
czyli 3560 g (3,56 kg) odpadów przemiany materii.